czwartek, 12 maja 2016

Łatwo jest zbrzydnieć...

Jak to łatwo jest zbrzydnieć, przestać być miłym i podejmować dobre wybory, jak to łatwo zniegrzecznieć, przestać być tym za kogo się uważaliśmy.

Nie lubię siebie za to jaka jestem ostatnio. Za to, że część spraw porusza mnie zbyt mocno, a moja reakcja nie jest "typowa"..
Nie lubię tego, że potrafię zdradzić. I że mi się podobało. I że nie żałuję. To znaczy żałuję bo okazało się, że potrafię zrobić złe rzeczy, które mogą mieć nieprzyjemne konsekwencje. I być może skrzywdziłam osobę, na której coraz bardziej mi zależy. I równocześnie nie żałuję bo to było odkrywcze przeżycie, jedyne jakim może być pieprzenie kilka dni wcześniej poznanej cudzoziemki, gdzieś za granicą, w męskiej toalecie. Tak, że nie pamiętasz, że gdzieś w Polsce od kilku tygodni masz chłopaka i z dziewczyną to chyba też jest zdrada.
Cieszę się, że odkryłam jakąś część siebie, co do której istnienia miałam przeczucia. Cieszę się, że wiem, że to cudowne i naturalne ( a może po prostu byłyśmy pijane? ).  Nie, "cieszę się" to złe określenie. Dobrze jest o tym wiedzieć.. ale nie cieszę się, że jestem jeszcze mniej "normalna". Trudno jest żyć z innymi poglądami, orientacjami i tolerancją w naszym świecie. Trudno co dziennie walczyć o świat, który cię akceptuje.

Cieszę się, że stało się to tak w ogóle, źle, że nie stało się kilka tygodni wcześniej. Żebym mogła powiedzieć swojemu chłopakowi " wiesz właściwie lubię też dziewczyny. Wspaniale mi się z nimi całuje i kocha. Wiem, że się w nich zadurzam. Potrafisz to przyjąć? Wchodzisz w to?"...

Nie lubię tego, że jestem taka rozlazła.. Podejmuję się tysiąca rzeczy, mam super pomysły, które trudno ale da się zrealizować.. Po czym zanim przejdę od myśli do działania trwa to latami i czasem jest już za późno żeby je zrealizować albo wychodzi chaotycznie.
Nie lubię tego, że planuję wyjść dokądś żeby być punktualnie, ale się nie udaje. Brak mi siły czy samozaparcia żeby posiadać porządek dłużej niż kilka dni, żeby zapisywać w kalendarzu swoje plany, żeby iść na jogę i pływalnie i umówić się na konwersacje tak jak planuje od kilku miesięcy. Naprawdę myślę, że nie powinnam być tu gdzie jestem po tym jak mam coś ważnego do nauki, coś na czym mi zależy a ja potrafię spędzić noc przed zaliczeniem martwiąc się, skacząc po Fejsbuku i śpiąc.. zamiast usiąść i przez kilka godzin się tego po prostu nauczyć. Bo to ważne i może zależeć od tego czyjeś życie.

Gdy dzwoni telefon, wewnętrznie się kulę. Odruchowo chcę przełożyć rozmowę "na później", nawet z osobą którą lubię.. Nie potrafię odpisywać na maile i smsy, ubóstwiając jednocześnie kontakt prawdziwy i prawdziwe rozmowy. I tracę z tego powodu przyjaciół.. Nie rozumiem dlaczego nie potrafię być "on-line" i "pisać z kimś" nieustannie. Nie rozumiem dlaczego to problem że odpisuję po kilku dniach..

Nie podoba mi się to, że nie wierzę w siebie. Że nie mam pewności co do swoich działań, czynów i wiedzy. Że muszę szukać wszędzie potwierdzenia.

Nie wiem czy to przez to, że zabrakło Jego, że to rok ciszy i smutku przez, który biegnę jak najszybciej chwytając się wszystkiego, jakby wszystko chcąc nadrobić.. Może tak bywa gdy dociera do Ciebie jak ulotne jest życie albo gdy kogoś bardzo brakuje?

Mam wrażenie, że dałabym radę, że mogę wszystko ale brakuje mi tego czegoś we mnie co je dokończy.. Iskierki, która połączy chęci, plany, mądrość, zdolności z realizacją.. I pozbędzie się tego odruchu wymiotnego na myśl, że "muszę wstać/ iść/ napisać/ znaleźć/ kupić."

Nie lubię tego, że prawdopodobnie nie ma rozwiązania. A jeżeli jest, to jestem nim ja...

I tego, że właśnie się zastanawiam czy nie mam depresji, też nie lubię.

wtorek, 4 lutego 2014

Mam na imię Tomek i nie piję od... ^^

Cześć. :)
To już drugi post, więc wypada się przedstawić. Jak widzicie nie połączyłam bloga z kontem Google+, więc właściwie nie mam zamiaru tego robić. Powiem tyle, że mam trochę ponad 20 lat, mieszkam w pięknym mieście, studiuję i na ogół mam się dobrze... Bloga pewnie będę pisać gdy tak nie jest także.. biedni Wy! :P

 Tematyka bloga? Wszystko i nic.. Postanowiłam, że to będzie moje królestwo i będę pisać o tym o czym mam ochotę. Życie, rozterki, przemyślenia i takie tam... 


Dlaczego zakładam bloga? Mam potrzebę wyrażenia siebie? Możliwe. A być może po prostu... powinnam się uczyć do sesji!

Pozdrawiam Wszystkich, którzy to czytają i witam.:) Mam nadzieję, że będzie nam dobrze. 

Trzymajcie się!

P S Dla mniej uważnych- nie, nie mam na imię Tomek. :P Mam nadzieję, że żadna osoba uzależniona nie poczuła się urażona tytułem mojego posta. Wziął on się stąd, że takie blogowanie, to bardzo uzewnętrznianie swoich myśli i w jakiś sposób terapia, tak mi się skojarzyło z terapią uzależnień. :)

niedziela, 2 lutego 2014

Welcome!

No kurwa, Człowieku! Weź się w garść!  Nikt za Ciebie tego nie zrobi. Mogą Cię pocieszać, mogą Ciebie żałować, może im być przykro, ale jeżeli chcesz coś zrobić w swoim życiu, cokolwiek.. musisz to zrobić sam.